Bycie studentem na architekturze. O czym nie mówi się kandydatom na architekturę? cz. 5
Bycie studentem to piękny czas. Bardzo często jest to jedyny etap przed wejściem do pracy zawodowej, w którym naprawdę można pozwolić sobie na kreatywność. Realia pracy są bowiem zupełnie inne od tego, co dzieje się na studiach.
Uczelnia nie uczy, jakie tony dokumentacji potrafi mieć do wytworzenia architekt. Duża część tego zawodu to nie wizjonerskie szkice, ale przedzieranie się przez warunki zabudowy, prawo budowlane i normy techniczne.
To ma się nijak do tego, czego oczekuje się od studenta. Piękne plansze to najczęściej rzeczy, które architekt wykonuje tylko w przypadku przystępowania do konkursów. W prawdziwej pracy zawodowej takich rzeczy nie wykonuje się w ogóle. Czasem pojawiają się wizualizacje, ale bardzo często są one zlecane na zewnątrz albo wystarcza to, co można wygenerować z programów BIM.
Bycie studentem na architekturze – praktyki
Ciekawym aspektem jest nowy pomysł pół roku praktyk przed semestrem dyplomowym, realizowanych w modelu mentor-uczeń. Nikt tylko nie mówi, że rynek jest stosunkowo nasycony, a nie ma wystarczającej ilości biur i architektów aby studenci mogli odbyć praktyki. Tutaj to trochę swoisty wyścig szczurów.
Bardzo często wtedy studentów traktuje się jako garnuszek ze świeżą kreatywnością czy też osobę od programów. Bo kreślarz zawsze się przyda. Oczywiście istnieją również dobre biura, ale nie każdy ma możliwość trafić właśnie do nich. W efekcie wiele pracowni wychodzi z założenia, że studenci niewiele jeszcze potrafią i trzeba ich wszystkiego nauczyć, ale jednocześnie mogą być użyteczni do wykonywania prostszych zadań. Zwłaszcza, że to darmowa siła robocza bo praktyki są bezpłatne.
Niestety z przykrością muszę stwierdzić, że wiele uczelni nie uczy tak, jak powinno. W takiej sytuacji student staje się pozostawiony sam sobie i jeśli nie będzie rozwijał się samodzielnie oraz mocno naciskał na własny rozwój, będzie mu bardzo trudno. Samo liczenie na uczelnię to zdecydowanie za mało, żeby zdobyć praktykę, z której można być naprawdę zadowolonym.
Bycie studentem na architekturze – psychika
Bycie studentem architektury bardzo często wiąże się dziś z poważnym przeciążeniem psychicznym, a nierzadko nawet z załamaniem nerwowym. Niestety dzieje się tak w warunkach ciągłego naciskania studentów i wprowadzania ich w błędne koło poprawek: zmień to, potem tamto, a na końcu wróć do początku. Zdarza się też, że ktoś pracuje przez cały semestr, nie słyszy większych uwag, a na dwa tygodnie przed oddaniem nagle okazuje się, że wszystko jest źle bez jasnego wyjaśnienia dlaczego. o powtarzające się historie, z którymi spotykam się bardzo często. Trzeba więc być naprawdę silnym psychicznie.
To niestety nie jest szkoła. Tutaj nie zawsze dostaje się pochwały i dobre oceny za dobrze wykonaną pracę. Wiem, że brzmi to dziwnie, ale bardzo często jest to norma. Są uczelnie w Polsce, które momentami sprawiają wrażenie, jakby stawiały sobie za punkt honoru całkowite „złamanie” studenta, bo nikt nie będzie przejmował się jego emocjami. Co gorsza, wcale nie przekłada się to na lepsze przygotowanie młodego człowieka do zawodu. A w czasach, gdy świeżo upieczonym absolwentom i tak trudno znaleźć pracę, naprawdę można zacząć kwestionować sens podejmowania tych studiów.
Bycie studentem na architekturze – dyplom
A kiedy już przetrwasz same studia, czeka Cię jeszcze projekt dyplomowy. I tutaj wiele się zmienia. Do tej pory można było przyzwyczaić się do modelu, w którym czeka się na konsultacje i akceptację kolejnych etapów pracy – zwłaszcza jeśli wcześniej pozwalało się prowadzącym zbyt mocno ingerować w swoje decyzje. Przy dyplomie promotor pełni jednak zupełnie inną funkcję.
Dyplom, szczególnie inżynierski, ma potwierdzać Twoje umiejętności techniczne. W przypadku pracy magisterskiej większy nacisk często kładzie się również na formę i jakość prezentacji projektu.
Promotor to osoba, która sprawuje opiekę merytoryczną nad studentem. Do jego zadań należy nadzorowanie procesu pisania pracy dyplomowej (chociaż nie zawsze to wygląda tak jakby możnaby sobie tego wyobrażać), wyznaczanie kierunku badań, sprawdzanie postępów oraz ocena gotowej pracy przed obroną. Brzmi dobrze, ale w praktyce bywa różnie. Niektórzy, szczególnie bardziej zajęci promotorzy, mają po prostu bardzo mało czasu dla swoich dyplomantów.Oczywiście promotorzy są różni i to student go wybiera, ale trzeba to robić z rozwagą, bo dyplom to twój projekt i to Ty o nim decydujesz jako przyszły inżynier. Promotor nie będzie zachowywał się jak prowadzący.

